Zeszyt IX
Dziewiąty zeszyt wspomnień Heleny z Jarochowskich Garszyńskiej rozpoczyna się od opisu wakacji 1916 r., gdy wraz z dziećmi udała się w odwiedziny do zamieszkującej na Lubelszczyźnie rodziny. Autorka utyskuje na trudności w transporcie i małą – ze względu na trwające działania wojenne – liczbę rozrywek, które zastaje na miejscu.
Jednym z najważniejszych wątków pamiętnika jest sprawa polska w okresie I wojny światowej – autorka, zdeklarowana zwolenniczka endecji, nieustannie podkreśla zasługi Romana Dmowskiego w odzyskaniu niepodległości Polski, całkowicie ignorując przy tym rolę, jaką odegrał Józef Piłsudski. Garszyńska konstatuje także, że w pewnym momencie zupełnie przestała przejmować się działaniami wojennymi, przyzwyczajając się do panującego wokół niej chaosu: „Ta dziwna natura ludzka tak się do wszystkiego przyzwyczaja że nawet do tej strasznej wojny sie przywykło i to nad czem sie gorące łzy lało po pewnym czasie stało się obojętne. I to dobrze tak Pan Bóg daje, bo przecież te ciągłe zmartwienia, gdyby się o nich myślało dzień i noc zjadłyby człowieka z kretesem” (k. 13v). Dużo miejsca w pamiętniku autorka poświęciła kwestii odzyskania przez Polskę niepodległości. Jednak, jak zauważyła, radość z tego wydarzenia, tak u niej, jak i u innych rodaków, była zbyt powierzchowna: „Zauważyłam, że chyba za mała była nasza radość z powodu odzyskania niepodległości. Przecież o tem sie marzyło niemal od kołyski a gdy to sie ziściło, gdy sie stał ten przewielki cud, tośmy sie cieszyć nawet za mało umieli” (k. 22r)
Niemal połowę miejsca w pamiętniku zajmują kwestie związane z edukacją i „kwestią żydowską”. Autorka, która zawsze była krytycznie nastawiona do Żydów, tuż po zakończeniu I wojny światowej, zapoznaje się z osobami o poglądach antysemickich. Nowe środowisko pochłania ją bez reszty: „W owym czasie wszedł do naszej szkoły jako profesor, wielki antysemita pan Narkiewicz. On pierwszy dokładnie mnie uświadomił co to jest niebezpieczeństwo żydowskie. Trafił na dobry i podatny grunt. Dotąd uważałam Żydów za niższy gatunek ludzki, brudny, wstrętny, niechlujny ale nie zdawałam sobie dokładnie sprawy co to za straszne niebezpieczeństwo dla naszej Polski” (k. 32r-32v). Zaprzyjaźniwszy się blisko z owym p. Narkiewiczem, Helena Garszyńska podjęła się wraz z nim zadania podniesieniem poziomu edukacji Polek i wyeliminowania Żydówek ze szkoły, w której pracowała. Spotkało się to zarówno z oporem ze strony żydowskich uczennic, jak i dyrekcji: „Wtedy przełożona popełniła największe głupstwo na świecie nie mówiąc już o braku etyki, zatrzymała Żydówki a wydaliła pana Narkiewicza. Wtedy to wszystkie katoliczki począwszy od klasy V (uczennice pana Narkiewicza) wystąpiły ze szkoły i ja z Nimi” (k. 35r). Odejście z pracy nie przeszkodziło Garszyńskiej w dalszym wcielaniu w życie swoich przekonań. Założywszy wraz z Narkiewiczem tzw. szkołę lechitek – prywatne kursy, w których uczestniczyć mogły tylko Polki i w czasie których dokonywała się indoktrynacja antyżydowska, autorka z dumą pisała o swoich osiągnięciach: „[...] całe myślące społeczeństwo kaliskie ocknęło się i poczuło to wielkie, grożące Polsce niebezpieczeństwo żydowskie” (k. 38r); i w innym miejscu: „Żydostwo w Kaliszu nienawidziło mnie. Oprócz tego, że tworzyliśmy te arcy anty-żydowską szkołę ale stworzyłam jeszcze bojkot handlu żydowskiego na całej linji” (k. 50v).