Dziennik, T. 9
Dziewiąty tom dzienników Wandy Nadzinowej zaczyna się w momencie, gdy autorka próbuje ułożyć sobie życie wraz z synem po niedawnej przeprowadzce do Szwecji. Pierwsze tygodnie w nowym otoczeniu nie są dla niej łatwe, często rozpamiętuje dawne życie w Warszawie, zmarłą matkę i odwiedziny na jej grobie: „Matki urodziny. Myślę o niej ciągle. O Powązkach i Podkowie. Co się stało z moim życiem. Napewno zrobiłam głupstwo zostając tutaj. Ale nie mogłam rozłączyć się z Jackiem” (k. 3r). Diarystka pisze o problemach komunikacyjnych i trudnościach związanych z nauką języka szwedzkiego: „Nie robię już żadnych postępów w szwedzkim. To straszne. Ta stara głowa mało już chwyta. Dlatego zrobiłam głupstwo wyjeżdżając” (k. 9r). Wobec coraz większej niezależności syna, autorka boi się także samotności w obcym kraju: „Jacek pojechał ze mną do miasta i poszedł »do Carloza«. Mówił dziś o oddzielnym mieszkaniu, żeby wziąść dwa wkłady i dwie sumy na urządzenie się... No cóż, to naturalne, ale jak okropnie będę wtedy samotna. A w Wwie zawsze niby miałabym do kogo gębę otworzyć...” (k. 19r).
Choć, mimo doskwierającej samotności, Wandzie żyje się w Szwecji lepiej niż w PRL, to niekiedy – jako emigrantka z Bloku Wschodniego – spotyka się z szykanami: „Dzisiaj wyrzucono mnie z kursu, bo p. dr? Borowicki powiedział, że jestem komunistycznym agentem!” (k. 42v).
Wiele wątków dziennika dotyczy syna autorki, Jacka, oraz kłopotów, jakie ma ona z porozumieniem się z dorosłym dzieckiem: „Dziś też przekonałam się po raz nie wiem który o kłamliwości i podłości Jacka, który nie ma żadnej godności jako mężczyzna i weźmie każdą kurwę po każdym chłopie na swój rachunek i będzie się śmiał z Marka Fausta jako głupka ale da mu się zawsze nabrać jemu i podstawianym przez niego dziwkom” (k. 8v); w innym z kolei miejscu: „Jacek znowu w agresywnym humorku. Bieda z tym chłopakiem, że tak łatwo ulega różnym wpływom” (k. 23r). Szczególnie negatywnie autorka nastawiona jest do poznawanych przez syna kobiet: „dzwonił Jacek. Że nie zdąży przed demonstracją, która dziś jest o 6tej, przed polską ambasadą. Dobrze. On naprawdę myśli, że ja bez niego żyć nie mogę i będę patrzeć przez palce na to, że jego kolejna dziewczyna traktuje mnie jak starą idiotkę” (k. 40r).
Pomimo przebywania na emigracji, autorka nie traci kontaktu z ojczyzną – koresponduję ze znajomymi w Polsce, telefonuje do nich, niemal codziennie czyta polskie gazety i słucha Radia Wolna Europa, starając się dowiedzieć jak najwięcej o kraju. Chciałaby wiedzieć wszystko i wszystko opisywać, czuje się jednak przytłoczona nadmiarem wiadomości: „Dużo wydarzeń w Polsce i brak czasu aby to co przeżyliśmy tutaj opisać. Zrobiłam notatki w kalendarzu i szykuję się na przyjazd Nowogrodzkich” (k. 16r). Śledzi także pilnie wiadomości zagraniczne, przede wszystkim te związane z krajami komunistycznymi: „Chiny podały komunikat, że w wieku 82 lat zmarł Mao Tse Tung. Uciekł też z ZSRR pilot na najnowszym typie wojskowego samolotu. Wylądował w Hokaido w Japonii i poprosił o azyl do U.S.A. Sensacja niebywała” (k. 32r).
Zdecydowaną większość dziennika zajmują jednak sprawy codzienne – wyprawy do sklepów, informacje o pobieranych lekcjach języka szwedzkiego, notatki o czytanych książkach i oglądanych filmach, wiadomości o audycjach radiowych, czy problemach z przedłużaniem pobytu w Szwecji: „Byliśmy z Jackiem na policji tu w Täby. Nie mamy przedłużać paszportu. No dobra” (k. 18v); w innym z kolei miejscu: „Na czym schodzi mi dzień? Na niczym. Na czytaniu książek, a większość ich jest zupełnie bezwartościowa. Na robieniu najkonieczniejszych domowych czynności. Na drżeniu o Jacka. To może ostatnie moje ludzkie uczucie, ale Jacek ostatnio robi co może, żeby je zabić” (k. 56r). Autorka pisze także o podejrzeniach lekarzy, iż może być poważne chora. Informacja ta wzbudza w niej strach: „Boję się choroby – tu nic nie leczy się w domu... Boję się ludzi” (k. 40r).