publikacje

Wróć do listy

Dziennik, T. 10

Dziesiąty tom dzienników Wandy Nadzinowej rozpoczyna się od zapisków z życia codziennego – autorka notuje informacje na temat wyjazdu do Oslo sprzed kilku dni, niedogodności związanych z przedłużeniem paszportu, wspomina także zmarłego męża. Bardzo szybko jej uwaga przenosi się jednak na wydarzenia społeczno-polityczne (m.in. wydalenie części polskich dyplomatów przez rząd szwedzki), które będą jednym z dominujących tematów dziennika. Autorka wielokrotnie wypowiada się negatywnie na temat samej siebie, podkreśla swoje niskie kompetencje intelektualne, brak przydatności i osamotnienie: „Ciężko jest. Nikt nie potrzebuje mnie, do niczego jestem. Z łaski daje mi się żyć” (k. 172 r.), czy w innym miejscu: „[...] cóż ja w życiu osiągnęłam, ja, moja matka, mój mąż, a teraz Jacek? Nie mamy nawet, poza zarobkami z podłej, ciężkiej i nudnej pracy – podstaw do egzystencji, najskromniejszego nawet maleńkiego dorobku” (k. 205r).

Jednym z głównych tematów dziennika są wpisy dotyczące relacji autorki z jej synem Jackiem. Podobnie jak we wcześniejszych tomach, tak i w tym bardzo krytycznie pisze ona o znajomych syna, szczególnie negatywnie oceniając kolejne poznawane przez niego kobiety. Niemal każda z nich określana jest jako „dziwka” lub „kurwa”: „Oczywiście jestem wstrząśnięta tym, że Jacek sprowadził do domu tą dziewczynę ze statku. To nie jest ta, którą spotkaliśmy gdyśmy odprowadzali Michała. Nie wiem, co na mnie robi gorsze wrażenie – czy to, że Jacek zawsze kłamie, czy to że lubi takie pospolite kurwy – o co tu chodzi, dlaczego on tak się mało ceni, jak on sobie wyobraża życie z takiego pokroju osobą? Czego on od życia się spodziewa gdy tak łatwo idzie do łozka z każdą dziwką. Czy go to nie brzydzi, te dziewczyny tak rozłajdaczone?” (k. 5r).

Obszerne partie dziennika obejmują wpisy dotyczące emigracyjnego życia autorki. Nadzinowa co jakiś czas powraca do swoich rozmyślań nad tym, czy dobrze zrobiła wyjeżdżając z Polski, w miarę śledzenia wydarzeń w ojczyźnie coraz bardziej skłania się jednak ku zaakceptowaniu swojej decyzji: „Bardzo jest smutne to moje emigranckie życie. Oczywiście w Wwie byłoby mi jeszcze gorzej – żyć jako człowiekowi »poza nawiasem«” (k. 9r). W pozytywnym myśleniu o życiu nie pomaga także sytuacja zawodowa diarystki, która jest rozgoryczona swoimi zarobkami: „No i oboje z Jackiem spłukaliśmy się. Ja przyznaję, że mam dość tej harówki za psi grosz. Takie wynagrodzenie to pobiera sprzątaczka albo Szwed lat 21 na pierwszej pracy” (k. 9r). Opinia autorki na temat innych Polaków przebywających na emigracji w Szwecji jest z reguły negatywna. Określa ich jako „kołtuny”, szeroko rozpisuje się także na temat wszelkich afer z ich udziałem: „[...] ta historia z aresztowanymi Polakami ciągnie się dalej. Większość z nich nie podpada podobno pod zarzuty szpiegostwa ale... aresztowano znowu 4 osoby, które starały się w mieszkaniu, w którym je aresztowano schować za kaloryferem... 200 tys. kr. oraz wyrzucały przez okno pieniądze. Ładne. Na pewno prostytucja i takie sprawy” (k. 21r). Zdaniem autorki, mieszkający w Szwecji Polacy mało interesują się także wydarzeniami w ojczyźnie. Niewiele osób śledzi strajki w stoczni gdańskiej w 1980 r., jeszcze mniej ma ochotę o tym rozmawiać: „Ta sytuacja strajkowa trwa w Polsce od 6 tygodni. Ale do nas nic bezpośrednio nie dociera. Wczoraj Jacek był na zebraniu swojego zw. zaw. i usiłował zainteresować problemem zebranych. Dobre i to” (k. 53r). Wiadomości z Polski są dla Nadzinowej bardzo ważne. Począwszy od strajków w stoczni gdańskiej niemal każdego dnia notuje informacje o najważniejszych wydarzeniach w kraju oraz swoje przemyślenia na ich temat. Z reguły nie są one zbyt optymistyczne. Oceniając poczynania władz komunistycznych w 1980 r., dopatruje się podobieństwa do sytuacji, w której znalazła się Czechosłowacja w 1968 r.: „Tam też ludzie mieli nadzieję” (k. 72v). Powątpiewa także, czy ludzie mieszkający w Polsce po tylu latach życia w reżimie komunistycznym są jeszcze w stanie wyzbyć się myślenia życzeniowego i trzeźwo spojrzeć na otaczającą ich rzeczywistość: „Pan gen. J. tyle lat krzątał się koło swojej opinii, jako patrioty, szlachcica i liberała. Czy ludzie w Polsce, tak skłonni do fabrykowania mitów zdolni są jeszcze patrzeć logicznie na sprawy?” (k. 84r-84v). Wydarzenia z grudnia 1981 r. wprawiają autorkę w osłupienie. Wprowadzenie stanu wojennego w Polsce komentuje w następujący sposób: „Wczoraj 13.XII wprowadzono w Polsce stan wojenny [...]. W nocy z 12 na 13 grudnia ukonstytuowała się Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego – same znane kanalie /oprócz Józka Urbanowicza – ciekawe/ oraz „kolega” Stasia i Gutermana płk. rezerwy Leś” (k. 120 r). Najgorzej, jej zdaniem, sytuacja wygląda na Śląsku, który jest coraz bardziej dzielony i paraliżowany wskutek polityki władz komunistycznych: „Tam zrobią wojnę domową, ale dlatego, że ludzie po tym wszystkim nie będą mogli się na siebie patrzyć, nie będą mogli obok siebie żyć” (k. 123r). Ogólną sytuację w Polsce komentuje w bardzo gorzkich słowach, szczególnie krytycznie podchodząc do swoich koleżanek i kolegów literatów, którzy w jej opinii „wymigują się” od więzień, podczas gdy „zwykli ludzie”, cierpią za nich: „Zawsze najgorzej wychodzą na wszystkim zwykli ludzie, którzy za wszystko płacą własnym życiem. Intelektualistów gen. Jaruzelski zamierza »wyeksportować«” (k. 125v). Wanda Nadzinowa uważnie śledzi także wiadomości z Europy i USA, skrupulatnie notując przy tym wszelkie gesty solidarności i życzliwości krajów zachodnich wobec osób internowanych przez władze komunistyczne w Polsce. Tym większy szok wywołuje w niej wiadomość z 7 września 1982 r. o zorganizowanym przez grupę Polaków zamachu terrorystycznym w Szwajcarii: „W poniedziałek, jakaś grupa Polaków, pod dowództwem »płk. Wysockiego« jak go nazywa prasa szwedzka, opanowała ambasadę polską w Bernie. Żądają zniesienia stanu wojennego, uwolnienia internowanych. Termin – jutro rano 10 godz. Grożą wysadzeniem w powietrze całego budynku, z 9 zakładnikami. Trzy kobiety z personelu zwolniono. Jedna z nich zwolniona wczoraj, ciężarna. Dwie – niemłode chyba, dziś. Rząd polski upoważnił władze szwajcarskie do opanowania ambasady siłą. Dziś w TV powiedziano, że specjalna grupa angielska, do zwalczania terrorystów, jest w drodze do Berna. To niesłychane” (k. 163r). Okazjonalnie pojawiają się także wpisy poświęcone wycieczkom autorki, w które udaje się wraz z synem, m.in. do Leningradu: „[...] pobyt był bardzo przykry. Kanciarstwo i lekceważenie ze strony ruskich, nieudolność ze strony szwedów. Miasto – bajkowy Leningrad – robi przygnębiające wrażenie” (k. 186v).

Autor/Autorka: 
Miejsce powstania: 
Huddinge
Opis fizyczny: 
30 cm, 243 k.
Postać: 
zeszyt
Technika zapisu: 
rękopis
Język: 
Polski
Miejsce przechowywania: 
Dostępność: 
dostępny do celów badawczych
Data powstania: 
Od 1981 do 1983
Stan zachowania: 
Luźne karty
Sygnatura: 
III 10233
Uwagi: 
Dziennik prowadzony czarnym długopisem i ołówkiem. W dzienniku znajdują się doklejone wycinki prasowe. Do kart zeszytowych doklejone, doczepione i dołożone luźne karty różnych formatów.
Słowo kluczowe 1: 
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Główne tematy: 
rodzina, starość, relacje z synem, problemy finansowe, życie codzienne, wspomnienia, emigracja, literatura, stan wojenny w Polsce
Zakres chronologiczny: 
Od 1945 do 1983
Nośnik informacji: 
papier
mikrofilm
Gatunek: 
dziennik/diariusz/zapiski osobiste