Listy Anny Sławińskiej-Grabowskiej do Haliny Martin, 1997–2005
Kolekcja listów do Haliny Martin, które dotyczą głównie majątku Pawłowice należącego do jej ojczyma, Wiktora Przedpełskiego, a którym ona w czasie wojny zarządzała.
Autorka poznała adresatkę w czasie okupacji w Pawłowicach, gdzie przyjeżdżała z rodzicami i siostrą na wakacje. Pierwszy raz znalazła się tam jako ośmioletnie dziecko. Jej ojciec 7 września 1939 r. wywiózł całą rodzinę z bombardowanej Warszawy. Spędzili tam wtedy kilka pierwszych miesięcy okupacji. Potem przyjeżdżali do Pawłowic na kolejne wakacje, które były radosną odskocznią od szarej rzeczywistości codziennego życia w okupowanej Warszawie. Pobyty w Pawłowicach zapadły małej Ani głęboko w pamięć.
Pierwszy list pochodzi z marca 1997 r. Grabowska wspominała po latach dawne, szczęśliwe dla niej czasy. Pisała też o sobie i swojej rodzinie. Miała wówczas 65 lat, mieszkała z mężem w Warszawie. Ona pracowała naukowo w Instytucie Chemii Fizycznej. Mąż Anny, Zbigniew Grabowski, był wybitnym naukowcem, specjalistą w dziedzinie chemii fizycznej (spektroskopia molekularna). Oboje przeszli na emeryturę, ale nadal byli zaangażowani w sprawy naukowe. Ich dzieci założyły już swoje rodziny. Syn, Janek (34 lata), mieszkał w Kanadzie, gdzie był profesorem historii na uniwersytecie w Ottawie. Miał jednego syna, Dawida (6 lat). Córka, Urszula (42 lata), skończyła malarstwo na ASP, mieszkała sama z dziećmi (Szymonem, 15 lat, i Heleną, 11 lat) na wsi za Mińskiem Mazowieckim. Siostra Anny, Zofia, która również przyjeżdżała do Pawłowic, była znaną tłumaczką i przez wiele lat redaktorką w wydawnictwie Iskry (potem na emeryturze). Miała jednego syna z pierwszego małżeństwa, wyszła ponownie za mąż. Jej syn, Jacek Sas Uhrynowski, przez kilka lat zajmował się aktorstwem, potem pracował jako menedżer w różnych firmach. Później założył swoją działalność. Miał dwójkę dzieci, Michała i Kasię.
Autorka opisywała wyjazd do Pawłowic, na który niedawno wybrała się z siostrą. Majątek był w opłakanym stanie, budynki zdewastowane, opuszczone. Przykro było patrzeć na te miejsca, które jej kojarzyły się ze szczęśliwymi chwilami z dzieciństwa. Wspominała niektóre osoby tam spotykane, głównie wojennych rezydentów, ale też gości, którzy odwiedzali majątek od czasu do czasu (m.in. Bolek i Olek Góreccy, Olo Muszyński, Kitusia, Włodek Dahlig). Z dawnych bywalców utrzymywała kontakt jedynie z Zosią Laskówną. Czasem widywała w telewizji Andrzeja Wernera („Flopita”), który był znanym krytykiem literackim i filmowym. W Pawłowicach bywali artyści i literaci, znajdowali tam schronienie i pomoc głodujący poeci (Halina Martinowa niejednokrotnie wyprawiała odwiedzających z zapasami żywności, np. Leopolda Staffa). Z Pawłowic pamięta też wieczory literackie, które były dla niej niezwykłym przeżyciem, np. wieczór poezji Janiny Wagnerowej, wieczór autorski K.W. Zawadzińskiego, krytyka literackiego (więcej na temat tych wieczorów można przeczytać w tekście M. Lurczyńskiego, pt. Wieczorynki pawłowickie czyli Ateny pod Warszawą, który znajduje się w tej samej teczce). W Pawłowicach bywali także: pisarz Tadeusz Hollender, rzeźbiarz-góral Karol Pawełek.
Z listów dowiadujemy się, że ojciec Anny opuścił rodzinę po wojnie i nie utrzymywał z nimi żadnych kontaktów. Był nim Tadeusz Sławiński, jeden z twórców tzw. Biura Politycznego w państwie podziemnym, ps. „Jan Bezłaski”. Jej syn podczas studiów pisał na ten temat pracę semestralną. W kolejnych listach autorka opowiadała więcej o dzieciach i wnukach, a także o swojej i męża pracy naukowej. Wiemy, że lato spędzali w swoim domku w Dłużku na Mazurach (koło Jedwabna). Czasem pojawiały się wzmianki o aktualnej sytuacji politycznej w Polsce.
W jednym z listów przesyła Martinowej swoje wspomnienia z Pawłowic, które spisała z myślą o dzieciach i znajomych.
