Dziennik, t. 8
Ósmy tom dzienników Wandy Nadzinowej skupiony jest przede wszystkim na życiu codziennym autorki, która czuje się zagubiona i odtrącona przez społeczeństwo, a nawet przez znajomych: „Jednak najlepiej czuję się w domu, nie ruszając się krokiem. Nikt, ale to absolutnie nikt się do mnie nie odzywa. No cóż, tak to jest. A p. Kuczborski powiada, że ja jestem złośliwa” (s. 9), czy w innym miejscu: „Oczywiście tłum znajomych. Ze mną się nikt nie wita, nikt nie rozmawia. Jestem osobą bez znaczenia, nikim. Więc – jestem jakby niewidzialna. Ciekawam czy Jacek to zauważa? Byłoby mi to przykre” (s. 21), lub: „Dziś w gazetach – o złożeniu wieńców na grobach Dąbrowskiej i Brezy – 10 rocznica śmierci. A o moich nikt nie pamięta. Oh ludzie, ludzie” (s. 21). Diarystka stara się uporządkować swoje życie, w spokoju i samotności podejmując się pracy, której nie była w stanie wykonywać jako żona i matka: „Muszę skończyć z tymi sprawami – kuchnia, dom. Trzeba przyznać, że moi najbliżsi zawsze mnie tak absorbowali swoimi sprawami, że nie wiele miałam czasu dla siebie. Teraz, u schyłku życia, muszę pomyśleć o sobie i zrobić to, co zaczęłam. Napisać tę rzecz o matce, no i uporządkować pamiętniki” (s. 5). Autorka jest rozżalona swoim życiem i otaczającymi ją ludźmi, którzy w jej opinii skrzywdzili ją, uniemożliwiając realizację życiowych ambicji: „Jak mi szkoda mojego życia, mego zapału do pracy. Ileż zrobiłam choćby w Częstochowie i jak małym kosztem. Ile chciałam zrobić w Bibliotece im. Poli Gojawiczyńskiej. A w TV? Gdy kończyłam uniwerek chciałam pracować naukowo – Ministerstwo (?) się nie zgodziło, podobno. I tak ciągle, każda rzeczy którą przedsiębrałam, okazywała się że jest »nie dla mnie» - Pani ma tyle możliwości – mówiono mi przeważnie, a tu jest osoba, która musi pracować, więc... I tak wymydlono mnie z życia” (s. 45).
Jednym z najczęstszych motywów przewijających się w dzienniku są skomplikowane relacji autorki z synem Jackiem. Wanda wielokrotnie podkreśla, że bardzo go kocha, nieustannie jednak drży na myśl o tym, aby ten nie wpadł w złe towarzystwo, nie stał się agresywny lub nie zaczął nadużywać alkoholu (co nieraz mu się zdarzało): „Jak rozmawiać z Jackiem, żeby nie było awantury. Tak go kocham i on mnie kocha, ale takie trudne mamy życie we dwójkę” (s. 69). Jej zdaniem syn nie jest jednak dla niej „zły” sam z siebie, ale staje się takim pod wpływem otoczenia: „Jakie to przykre, ten jego nieustalony stosunek do mnie i do moich spraw. Jest przecież miły i dobry dla mnie, gdy nie ulega wpływom osób, które nas nie znają i nic o nas nie wiedzą” (s. 70).
Dużo miejsca w dzienniku autorka poświęca tematowi antysemityzmu. Jako wdowa po polskim Żydzie w czasach gierkowskich nie raz spotyka się z pogardliwym traktowaniem m.in. ze strony urzędników, z którymi ma nieustannie do czynienia (w tamtym okresie walczy o prawo do dalszego pobytu w mieszkaniu, które przed laty zostało przyznane jej mężowi). Trudno jest jej pogodzić się z tym, że po tragedii II wojny światowej wciąż spotyka się z postawami antysemickimi: „Przy każdej okazji rozbudzony w tym kraju antysemityzm daje o sobie znać” (s. 1); i dalej: „Czy ja nie byłam taka sama, w jego wieku [Jacka], kiedy tylko myślałam o tym, żeby być żona Stasia i żyć tak, jak mu się wtedy podobało? Czy myślałam o tym, że będą mogły powtórzyć się wypadki dyskryminacji rasowej? Mało tego, gdy Staś przewidywał, te wypadki po mowie Gomułki na CRZZ, to uważałam, że bredzi, że to jest niemożliwe, takie odrodzenie antysemityzmu w tyle lat po upadku Hitlera i jego doktryny. I co z tego, nie miałam racji i ciągle muszę się zajmować sprawą, o której tak mało w końcu wiem” (s. 31).
Stosunkowo często w dzienniku napotkać można także ciekawostki przeczytane przez autorkę w gazetach, takie jak np.: „W »Życiu literackim« z 30.III był ciekawy artykuł Zb. Kwiatkowskiego – Czy nadprodukcja inżynierów? Dowiadujemy się, że w U.S.A. w pracowało w 1972 r. 950 tys. inż., a u nas w 1973 – 216.792! Na jeden statek wybudowany w Japonii przypada 4 inżynierów, u nas ponad 20!” (s. 2), czy: „Także dziś w Polityce [...] rewelacja – Z. Nałkowska, »Z dzienników powojennych«. Okazuje się, że była to osoba, która była źle widziana – ba, prześladowana. Wyobrażam sobie, że wiele osób będzie urażonych” (s. 5).
Diarystka bardzo dużo czyta, wiele miejsca poświęca na odnotowywanie swoich lektur, utrzymuje także kontakty z pisarzami mieszkającymi podówczas w stolicy. W jej zapiskach często pojawiają się również informacje na temat wysłuchiwanych audycji radiowych oraz – znacznie rzadziej – oglądanych filmów. Szczególnie wiele radości i wzruszeń dostarczają Wandzie wizyty w Bibliotece Narodowej, gdzie wertuje materiały pozostałe po swojej matce: „Bardzo się wzruszyłam. Czy Matka pisząc te dwie kartki do jakieś »Janki« mogła przypuszczać, że po latach będą one spoczywać w Bibliotece Narodowej, skatalogowane i pieczołowicie przechowywane? A jeszcze po iluś tam latach, ktoś zajrzy do tych teczek i będzie czytał, o tym jak Matka troszczyła się o mnie i o dobroci pani burmistrzowej” (s. 100).
Okazjonalnie, wycinki prasowe skłaniają autorkę do rozmyślania o przeszłości: „Czytałam w »Literaturze« z 28.VIII, że już 26.VI.39 ambasador Polski w Waszyngtonie informował rząd U.S.A., że rząd Polski liczy się z możliwością ataku Niemiec w każdej chwili. Ale myśmy żyli jeszcze w pewnej nieświadomości. Jeszcze wyjechałam do Zakopanego, a przedtem do Ciechocinka. Mój Boże” (s. 102).