Widziane, słyszane, przeżyte. Cz. 2
Druga część wspomnień Anieli Szarskiej-Chmury rozpoczyna się wraz z przyjazdem autorki i jej rodziny do Winnicy w połowie 1918 r. W kolejnych miesiącach doświadcza ona nieustannych zmian politycznych i rodzinnych: „Trudno mi ustalić chronologię wydarzeń politycznych w Winnicy. Jak przyjechaliśmy latem 1918 roku, na Ukrainie byli Austriacy. Kiedy oni »znikli« i przyszli Petlurowcy – nie pamiętam. Wiem jednak, że w gimnazjum państwowym, do którego chodziłam, wprowadzono lekcje języka ukraińskiego. Potem znowu przyszli bolszewicy i w szkole organizowali wykłady »uświadamiające«. Jak kończyłam gimnazjum wiosną 1919 roku to byli bolszewicy, natomiast jak po śmierci taty jesienią 1919 r. byłam w Szczyżawce, to w plebanii mieszkali żołnierze ukraińscy. Potem znowu byli bolszewicy aż do przyjścia wojsk polskich (koniec kwietnia maj 1920 r.)” (k. 66-67r). Nieustanne przewroty polityczne i zmiana władzy sprawiły, że Winnica, która w porównaniu z surowym Smoleńskiem wydała się początkowo autorce miastem dobrobytu, wyraźnie zbiedniała. W mieście zapanował głód, a ludność dziesiątkowały epidemie, przede wszystkim tyfusu plamistego – jedną z jej ofiar był ojciec diarystki. Po jego śmierci, zupełnie nieprzygotowana do tego pod względem praktycznym Szarska, została nauczycielką na zrujnowanych przez wojnę terenach. Początkowo pracowała w Szczyżawce, następnie zaś w Uładówce: „Ja w, szkole wzięłam przedmioty, w których czułam się mocna, a więc fizykę i matematykę. Bałam się polskiej ortografii, z którą dotąd miałam mało do czynienia. Kiedy założono kursy dokształcające dla robotników, wykładałam również fizykę, którą robotnicy interesowali się i uważali za »potrzebną« dla siebie” (k. 85r). Autorka z rozbawieniem i ironią wspomina niektóre opowieści, które krążyły wśród miejscowej ludności, jak chociażby tę o nadchodzącym końcu świata: „Był wyznaczony dzień i godzina, w której Mars miał się zderzyć z Ziemią. Było to w okresie Wielkanocnym i ludzie masowo spowiadali się. Chociaż Mars uprzejmie wyminął naszą Ziemię i dzięki temu świat dotąd trwa, jednak mała kaplica nigdy nie mogła pomieścić wszystkich »wiernych«” (k. 86r). W Uładówce Aniela doczekała się niespodziewanego „nadejścia Polski” w osobie oddziału „hallerczyków”, którzy pojawili się w mieście wiosną 1920 r.: „Po przyjściu naszych wojsk młodzież nie potrafiła się uczyć. Kilkoro jeszcze chodziło na lekcje, żeby skończyć kurs swojej klasy, ale ich liczba malała” (k. 90r). Wkrótce potem w mieście zapanował chaos – autorka dowiedziała się od swojej babki, że wojsko polskie cofa się przed postępującą armią bolszewicką, a mieszkańcy w popłochu wyjeżdżają na zachód: „Zdecydowałam momentalnie – jadę do Polski. Wzięłam płaszcz, zmianę bielizny i tak jak stałam wyruszyłam na stację piechotą. Babcia Terenia jechała powozem, ale sprzeciwiała się mojemu wyjazdowi. Więc poszłam sama” (k. 91r). Na tym kończy się druga część wspomnień Anieli Szarskiej-Chmury.