Pamiętniki. Tom 3. Marji Ścibor-Rylskiej od 1900 r. – 1909 roku
Trzeci tom pamiętników Marii Ścibor-Rylskiej zaczyna się od jej wspomnień dotyczących pobytu w Wenecji, gdzie przebywała z rodzicami przez kilka miesięcy, aby ukoić nerwy po śmierci siostry i babki. Po powrocie w rodzinne strony jej ojciec objął majątek w Wolicy, w którym Raciborscy od tej pory mieli zamieszkać na stałe. Młody wiek autorki i osiedlenie na wsi zmusiły jej rodziców do znalezienia jej guwernantek, które zapewniłyby ich córce stosowną edukację. Znaczną część wspomnień wypełniają więc notatki na temat kształcenia domowego. Wśród nich pojawiają się także wzmianki o pierwszych, dość nieśmiałych pytaniach dotyczących sfery seksualnej, tego skąd biorą się dzieci i szoku, że dorośli całkowicie odmawiają rozmowy na podobne tematy, stwierdzając – jak matka diarystki – że „sama w ogóle nie wiem, jak się te sprawy odbywają” (k. 13v). Z pewną dumą pisze autorka, że guwernantki musiały być zmieniane dość często, bowiem jej oczytanie sprawiało, że wiele z nich miało mieć mniejszą wiedzę od niej samej. Stosunek Marii do niektórych nauczycielek był nieco pogardliwy, podobnie jak i jej matki, która „w ogóle b. była zrażona do świata nauczycielskiego, który podaje zachęcające kwalifikacje, a tymczasem nie może im podołać” (k. 30v).
Jako nastolatka autorka trafiła wreszcie do szkoły klasztornej w Condamine, w Monako. Z radością wspomina, że dobre wykształcenie domowe umożliwiło jej uczęszczanie do znacznie wyższej klasy, niż wynikałoby to z jej wieku: „W tej klasie byłam najmłodszą, bo wszystkie koleżanki miały po 18, 19 lat, a ja 16 jeszcze nie skończyłam. Po przemaglowaniu mnie siostra przełożona zawyrokowała, że tylko do tej klasy się nadaję, bo niższa jest dla mnie za łatwa” (k. 34r). W części poświęconej pobytowi za granicą wiele miejsca autorka poświęca ciekawostkom: pierwszym kontaktom z kinem, które debiutowało właśnie w czasie, gdy Rylska przebywała na Zachodzie („Ojciec był wielkim entuzjastą kina i nigdy nie ominął okazji, aby jakiś film zobaczyć” – k. 39v) czy cyrkom osobliwości, w których zachwycała się oglądaniem „dziwolągów”, takich jak np. kobieta z brodą i człowiek bez rąk. We wspomnieniach autorki można znaleźć wiele krytycznych uwag w odniesieniu do epoki w której się wychowywała, oraz do ówczesnych obyczajów: „W ogóle dziwne wtedy panowały zwyczaje, a pojęcia strasznie zacofane” (k. 44 v). Nie podobała jej się całkowita dominacja mężczyzn nad rodziną, oraz to, że część kobiet musiała wyrzekać się osobistego szczęścia, przymuszana przez swoich rodziców do zamążpójścia. Współczuła swojej babce, której nie pozwolono wyjść za ukochanego mężczyznę i która całe dorosłe życie spędziła jako żona nałogowego hazardzisty. Obszerny fragment pamiętnika poświęca zajmuje opis – dość niespodziewanych dla autorki – zaręczyn i okresu narzeczeństwa. Wyraźnie widać w tych partiach tekstu radość narratorki, która snuje optymistyczne wizje przyszłości, zakończone jednak gorzką pointą: „Życie, kpiąc sobie z naszych marzeń, wywróciło do góry nogami wszystkie te projekty i rozsypało w gruzy wszelkie o szczęściu marzenia” (k. 60v-61r). Narzeczony okazał się hulaką i hazardzistą, niemal tak wielkim jak znienawidzony dziadek. Po miesiącach rozstań i powrotów, zrozpaczona autorka zerwała ostatecznie zaręczyny, separując się od niedoszłego męża: „Od tego czasu widziałam go z daleka raz jeden, na ulicy w Lublinie, dokąd podczas ofensywy Piłsudskiego na Kijów, ostatnim pociągiem przyjechaliśmy” (k. 76v).
Kolejne karty to opisy miesięcy udręk i odtrącania kolejnych zalotników, zakończone jednak zaręczynami z Oskarem Ścibor-Rylskim, przyszłym, wiernym mężem: „[…] nigdy zawodu od niego nie doznałam” (k. 100v). Autorka wielokrotnie jawi się jako osoba oczytana, nawiązując w swoich wspomnieniach do dzieł Balzaca, Bronikowskiego, Mickiewicza, Słowackiego czy Sienkiewicza, np. wspominając wizyty w rzymskim Koloseum, gdzie, jak pisze: „oczami wyobraźni widziałam potężną postać Ursusa, niosącego bezwładne ciało Ligii, niemal ryk lwów słyszałam i zgrzyt zardzewiałych krat, otwierających klatki, by wypuścić dzikie bestje na arenę...” (k. 51v).